NEWS:

Brak zdjęcia autora artykułu Administrator
Polskie gminy w zasadzie nie podejmują realnych działań w celu eliminacji zagrożeń płynących ze strony IGO, czyli inwazyjnaych gatunków obcych, które wypierają nasze rodzime ekosystemy. Problem jest poważny, gdyż takie organizmy są główną przyczyną globalnego wymierania gatunków w 60%.

Niepokojący raport NIK dotyczący zwalczania gatunków obcych

Barszcz Sosnowskiego
Barszcz Sosnowskiego. Fot. Wikipedia, CC BY 4.0

Najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli rzuca niezwykle surowe światło na skuteczność walki z inwazyjnymi gatunkami obcymi w naszym kraju. Z dokumentu wynika, że polskie gminy w zasadzie nie podejmują realnych działań w celu eliminacji zagrożeń płynących ze strony tzw. IGO, czyli roślin i zwierząt, które wypierają nasze rodzime ekosystemy. Problem jest poważny, gdyż według danych ONZ takie organizmy są główną przyczyną globalnego wymierania gatunków w 60% przypadków. Choć przepisy nakładają na lokalne władze obowiązek reagowania, kontrolerzy stwierdzili, że Polska pozostaje w tym obszarze praktycznie bezbronna.

Lista uchybień wykazanych przez NIK jest bardzo obszerna. Wśród głównych zarzutów znalazło się nierzetelne ustalenie kryteriów wyboru gatunków uznanych za groźne przez Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska oraz brak jakiegokolwiek rozpoznania skali występowania IGO na terenach szczególnie cennych, takich jak rezerwaty przyrody czy obszary Natura 2000. W żadnym ze skontrolowanych urzędów nie przeprowadzono rzetelnej inwentaryzacji tych organizmów, a gminy często zaniedbują obowiązek uchwalania programów ochrony środowiska. W trakcie kontroli biegli odkryli blisko 250 nieznanych wcześniej stanowisk roślin inwazyjnych, w tym groźne dla zdrowia barszcze Sosnowskiego zlokalizowane w bezpośrednim sąsiedztwie szkół i domów mieszkalnych (sic!).

Administracja publiczna mierzy się z licznymi barierami, które paraliżują walkę z „najeźdźcami” takimi jak rdestowce czy szopy pracze. Do najważniejszych przeszkód należą niska świadomość społeczna, brak odpowiednich ośrodków dla zwierząt obcego pochodzenia oraz czasochłonne procedury prawne. Eksperci, tacy jak profesor Wojciech Solarz z PAN, zauważają jednak, że surowa ocena NIK może być częściowo krzywdząca, gdyż ustawa nakłada na samorządy wymogi, którym te nie są w stanie fizycznie sprostać. Przykładem są niemal niemożliwe do całkowitego usunięcia zarośla rdestowca japońskiego w dolinach rzecznych.

W debacie nad zmianami w przepisach pojawiają się głosy o konieczności doprecyzowania, jakie instytucje odpowiadają za monitoring terenu oraz umożliwienie zwalczania IGO na koszt zarządców nieruchomości, którzy ignorują ten problem. Kontrowersje wzbudza również brak obecności wizona amerykańskiego na liście gatunków stwarzających zagrożenie dla Polski, co zdaniem naukowców wynika z uwarunkowań gospodarczych związanych z hodowlą fermową, a nie z rzetelnej oceny przyrodniczej. Rozwiązaniem mogłoby być rozszerzenie katalogu działań o edukację i tak zwane metody miękkie, gdyż bezpośrednia eliminacja niektórych gatunków w dużej skali bywa skazana na niepowodzenie.

Źródło: Wyborcza.pl

 Zamów prenumeratę czasopisma "Pasieka"

z Polski


z Polski