Gdzie diabeł nie może, tam...
Czy pszczelarz i pszczelarka są sobie równi? Oczywiście, że tak – chociaż nie wzrostem. I nie zasięgiem ramion. I nie siłą… No dobrze, nie są równi. Są równie wartościowi – i mogą czerpać równie wiele frajdy z opieki nad pszczołami, chociaż wyzwania, przed jakimi stają, wcale nie są takie same.
Jak zatem wygląda pszczelarstwo kobiecym okiem? W których obszarach panie mają bardziej pod górkę niż panowie – a w których kobiecość niespodziewanie okazuje się zaletą, mężczyznom zaś przydałoby się wsparcie?
Pszczelarka – to brzmi dumnie!
W trakcie pisania tego tekstu komputer uparcie podkreśla słowo „pszczelarka” jako błąd – dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że jest dość stary, podobnie jak zainstalowane w nim programy. Czas na update.
W języku polskim coraz częściej stosowane są feminatywy, czyli żeńskie formy zawodów albo funkcji – mamy naukowczynie, ministry, architektki… no i pszczelarki1. Kiedy kilka lat temu poszłam na kurs pszczelarski, z radością stwierdziłam, że nie jestem jedyną kobietą na sali – ba, były tam nawet dwie wykładowczynie! Znak czasów; i to dobrych czasów, bo mamy dzisiaj więcej możliwości niż kiedykolwiek wcześniej – również w zakresie wyboru hobby.
Ten wybór ma jednak swoje konsekwencje. O ile praca umysłowa stanowi takie samo wyzwanie dla obu płci, o tyle w pszczelarstwie bywa różnie; choćbym bardzo się starała, nie przeniosę na koniec pasieki pełnego korpusu – ani ja, ani żadna ze znanych mi pszczelarek. Dla każdej z nas praca przez kilka godzin w upale jest sporym wyzwaniem, podobnie jak dźwiganie sprzętu pszczelarskiego, ciężkich wiader z inwertem, czy nawet rojnicy pełnej pszczół. Nie ma lekko, ale w końcu same tego chciałyśmy.
Kobiece pszczelarstwo
Jako pszczelarki mamy swoje ograniczenia – ale trzeba pamiętać, że są i takie obszary, gdzie kobiecość daje nam pewne fory. Przede wszystkim jesteśmy bardziej wyczulone na niuanse i subtelne zmiany, co w opiece nad pszczołami jest niezmiernie ważne. Jesteśmy dokładne i wrażliwe, dzięki czemu możemy zauważyć mały problem, zanim stanie się Dużym Problemem, i zareagować szybko, a przez to skutecznie. Warto też podkreślić, że fizyczność nie zawsze jest dla pszczelarek problemem: mamy co prawda mniej siły, ale też… całe jesteśmy mniejsze. Drobnymi, kobiecymi dłońmi łatwo jest operować w ulu – zwłaszcza gdy odważymy się zdjąć „hutnicze” rękawice i pozwolimy sobie na kontakt z pszczołami.
Oczywiście istnieją rzeczy, których jako kobiety nie przeskoczymy – warto więc zadbać o to, żeby ułatwić sobie życie. Gdybym dzisiaj zakładała pasiekę, pewnie wybrałabym styropianowe ule (a przynajmniej styropianowe półnadstawki – miodobranie jest znacznie przyjemniejsze, gdy nie wiąże się z bólem pleców). Kupiłabym lekką rojnicę zamiast ciężkiego drewnianego pudła. Przemyślałabym dobrze wysokość, na jakiej stoją ule, by móc łatwiej wyciągać ramki (dobra rada: przy ulach z nadstawkami może się przydać podnóżek, jaki dajemy dzieciom korzystającym z łazienki; do kupienia w dużym szwedzkim sklepie meblowym).
Tyle na początek babskiego pszczelarzenia – a jeśli wszystko zawiedzie, pamiętajmy, że zawsze można poprosić kogoś o pomoc. I tu docieramy do kolejnej ciekawej kwestii.
Szukanie wiedzy i wąsate fora
Zadawanie pytań i proszenie o pomoc nie jest łatwe – wymaga stanięcia w prawdzie i stwierdzenia: tego jeszcze nie wiem. Początkująca pszczelarka, tak samo jak początkujący pszczelarz, nie potrzebuje, by ktoś w nią wątpił; wątpi w siebie sama za każdym razem, gdy popełni błąd, za który płacą pszczoły. Poczucie winy nie ma płci – i, co ciekawe, kobiety mają tu chyba łatwiej, czego dowodzi choćby atmosfera panująca w mediach społecznościowych.
Na grupach dyskusyjnych poświęconych pszczelarstwu wypowiadają się głównie panowie, (świadczy o tym statystyka: z moich obserwacji wynika, że pszczelarzy jest po prostu więcej niż pszczelarek), dlatego te fora bywają żartobliwie nazywane „wąsatymi”. Czytając zamieszczone tam treści, można się wiele nauczyć – ale też dojść do mało budującego wniosku, że inni urodzili się z gruntowną wiedzą na temat pszczelarstwa, a czytelnik stanowi w tej kwestii niechlubny wyjątek. „Nawet tego nie wiesz?”, „Skończ przygodę z pszczołami”, „Gratuluję głupoty” i tak dalej – tego typu słowa nigdy nie były skierowane do mnie, ale wyobrażam sobie, co czuje człowiek, który szuka pomocy, a dostaje hejt.
Babskie wsparcie
Kiedy ktoś zadaje pytanie, zwłaszcza wklejając dramatyczne zdjęcie osypanej rodziny, nie czyni tego z akademickiej ciekawości; pyta dlatego, że ma problem – nawet jeżeli sam go wygenerował, byłoby miło mu w tym pomóc; to, czy tak się stanie, zależy często od... typu forum, które odwiedzi. Z jakiegoś powodu te przeznaczone tylko dla pszczelarek mają inny charakter niż ogólne. Z moich obserwacji wynika, że kobiety odnoszą się do siebie z większym zrozumieniem i empatią; wspierają, zamiast szydzić. Fakt, że są to grupy zamknięte i przeznaczone wyłącznie dla pań, daje do myślenia.
Przyjazna atmosfera powoduje, że członkinie grupy nie boją się zadawać pytań, nawet takich, które doświadczony pszczelarz (albo pszczelarka) mógłby uznać za infantylne – na przykład: jak otworzyć pajączek w powałce? Niby prosta sprawa, ale każdy z nas kiedyś tego nie wiedział. Wsparcie ma moc – zwłaszcza gdy wiemy, że zamiast przykrych komentarzy, możemy uzyskać prostą, konstruktywną odpowiedź, w dodatku niesugerującą, że cierpimy na jakieś niedostatki inteligencji.
Z czego więc wynika rozbieżność pomiędzy forami kobiecymi a tymi ogólnodostępnymi (gdzie też przecież są pszczelarki, chociaż nie stanowią większości)? Naprawdę trudno zgadnąć. Wygląda na to, że jest to pytanie do socjologów – a może do… socjolożek?
Anna Ciężadło
1 - Polecamy artykuł na temat feminatywów w pszczelarstwie i nie tylko zamieszczony na naszym portalu:
https://www.pasieka24.pl/index.php/pl-pl/aktualnosci/wiadomosci-z-polski/3734-pan-pszczelarka-o-feminatywach-w-pszczelarstwie-i-nie-tylko – przyp. red.
